POLITYCZNA ROZGRYWKA, autor: Rawdan


- Korn! - wyszepta Cassidy chowajc si za sporym gazem. - Chod tu szybko! Tylko cicho!
- Co si stao? - zapyta zbliajcy si tribal.
- Spjrz tam! - barman wskaza rk idce wwozem postacie, owietlane jedynie chwiejnym wiatem niesionej przez nie latarni.
- To Raidersi? - w sprawach tajemniczych grasantw zwanych Raidersami, Korn wola zda si na wiedz Cassidiego, ktry nie raz, mieszkajc w Voult City, mia z nimi do czynienia.
- Tak. - potwierdzi kompan. - Jestemy w poowie drogi midzy Voult City a New Reno. Raidersi s tu czsto spotykani i zawsze chodz w grupach. To musi by jeden z ich patroli.
- A czego szukaj?
- atwego celu. Ale czasami napadaj te na dobrze bronione karawany. Jedynie transporty niewolnikw przysyane do Voult City przez Johna Bishopa, nie zostay nigdy napadnite.
- Co robimy?
- No wiesz... - umiechajc si, barman demonstracyjnie pogadzi kolb swojego Shot-Guna.
  Korn kiwniciem gowy da kompanowi do zrozumienia, gdzie ma zaj pozycj. Cassidy posusznie przeczoga si wzdu skalistego wzgrza, mijajc idcych w wwozie piciu Raidersw i znalaz si na ich tyach. Tribal pooy si, skryty za gazem i wycignwszy biay, laserowy pistolet wycelowa go w stron idcego na czele Raidersa, tego ktry nis latarni. Oprcz pistoletu mia te Combat Shotguna, ale z pistoletu strzela celniej.
  Czerwony promie, jak byskawica zawieci na wzgrzu i przelecia prosto w brzuch nioscego latarni grasanta. Latarnia z trzaskiem upada na ziemi i potuka si. W wwozie zapanowaa ciemno ale nie sycha byo eby napadnici, starali si ucieka. Ani Cassidy, ani Korn nie strzelali w ciemnociach, by blask wystrzaw - do tej pory tumiony przez latarni - nie zdradzi ich pozycji.
  Po chwili, w wwozie zapona rczna, pomaraczowa flara a w jej wietle, grasanci zauwayli dwie powki, rozcitego na p, kompana. Stuczona latarnia, leaa obok niego. Nim zadwiczay zamki przeadowywanej broni, gdzie z tyu, zabrzmia huk i kolejny Raiders pad, trzymajc si rkami za klatk piersiow. Grasanci zrozumieli teraz swoj przeraajc sytuacj - zostali schwytani w krzyowy ogie.
  Gdzie z przodu, kolejny czerwony bysk rozwietli niebo, promie przemkn w ciemnoci i zatrzyma si na sporym kamieniu. Korn spudowa!
- Cholera!! - wrzasn jeden z Raiderw - Jestemy w Puapce!!!
- wita prawda!! - krzykn Cassidy, wynurzajc si z ukrycia i otwarcie stajc na wzniesieniu. Trzech pozostaych przy yciu Raidersw, wykorzystao to najlepiej jak mogli, natychmiast kierujc lufy w kierunku barmana. Ale nim zdyli odda strza, wist nastpnej wizki lasera przeszy rk jednego z nich, cakowicie oddzielajc j od reszty ciaa.
  Krtka seria z pautomatycznych pistoletw, nakazaa Cassidiemu z powrotem si schowa. Niestety, spni si o uamek sekundy. Trzy kule bolenie trafiy go w bark, ktry mimo osony zbroj kompozytow, zosta silnie raniony. Barman zawy i schowa si.
  Dwch ywych Raidersw ruszyo biegiem na wzniesienie, gdzie przed chwil ranili swego przeciwnika. Po chwili jeden z nich, w jkach turla si z grki, a jego odcita laserem gowa, turlaa si za nim.
  Ostatni grasant, trzymajc bro dobieg do miejsca gdzie widzia Cassidiego, ale po chwili jego bro wypada mu z rki, uderzonej silnym kopniakiem barmana. Nim Raider zdy si obejrze, dosta kolb Shot-Guna w twarz i sturla si ze wzniesienia.
  Barman opar Shot-Guna o ziemi i jedn rk przeadowa go. Z powrotem stan na wzniesieniu, i wycelowa w grasanta.
- adnej litoci. - wyszepta oddajc miertelny strza. Twarz Raidera rozprysa si czerwon posok po tych kamieniach, owietlanych pomaraczowym wiatem gasncej flary.
  Cassidy usiad na gazie za ktrym si chowa i wlepi wzrok w lece w wwozie ciaa.
- Cassidy! - Korn wyoni si z ciemnoci, tu obok niego. Zapali wasn flar. - Nic ci nie jest?
- Dostaem w lewy bark - zanegowa kompan.
- Jasna cholera! Po co si wychylae.
- Sam nie wiem co mnie podkusio.
- Masz. - Tribal wydoby z kieszeni super stimpak i da go barmanowi. - Wstrzyknij sobie. Rana powinna si zaraz zagoi. Ja w tym czasie przeszukam ciaa.
- Ok.
  Korn schowa bro i ostronie zszed po zalanym krwi wzniesieniu. Zbliy si do zakrwawionych, ,,niekompletnych'' cia i przeszuka je dokadnie. Po za nabojami i kilkoma stimpakami, wydawao mu si e nie znajdzie nic ciekawego, ale tylko do czasu a w jego rce nie wpada jaka kartka.
- Znalaze co?! - zapyta z gry Cassidy.
- To chyba jakie wsprzdne. - odpowiedzia tribal przygldajc si zapisanym na kartce informajcom. Sprbuje wprowadzi je do PipBoya.
  Po chwili na ekranie urzdzenia nazywanego PipBoy, pojawio si zielone kuko podpisane ,,Nieznane''.
- Jestemy blisko tego miejsca. - powiedzia Cassidy zbliajc si i spogldajc na ekran PipBoya. Z jego barku nie pyna ju krew.
- Tak. - potwierdzi Korn. - Mylisz e powinnimy to sprawdzi?
- Pewnie. Moe to ich kryjwka. Tylko czemu mielibymy zajmowa si Raidersami. Mamy przecie dostarczy Bishopowi t walizk od Moore'a.
- Zaczynam coraz bardziej nie lubi tego Bishopa. Mwie e on robi z Voult City jakie interesy.
- No tak. Jego karawany wioz tam niewolnikw ktrych Voult City nazywa ,,sucymi''.
- Ale nigdy nie s napadani, tak?
- Tak. Karawany Bishopa nigdy nie zostay napadnite. Czemu pytasz?
- Mam dziwne przeczucie e John Bishop ma jeszcze inny interes w Voult City.
- Znaczy si jaki? - zapyta barman.
- Zastanw si, Cassidy. Skoro facet robi interesy w tym miecie, to czemu wiadomoci dla niego s tak tajne, e jaki wir gadajcy o zniszczeniu niewolnictwa nagle doznaje olnienia i okazuje si by zdrowy a na dodatek daje ci za zadanie dostarczenia Bishopowi walizki z tajnymi dokumentami? Dlaczego Raidersi atakuj wszystkich po za jego karawanami?
- Mylisz e Bishop ma jak umow z Raidersami?
- Wanie tego zamierzam si dowiedzie.
- Ale dalej nie rozumiem dlaczego chcesz zaj si problemami Voult City.
- Mwiem ci ju. Musz zrobi co dla tego miasta, inaczej nie stan si jego obywatelem i nie bd mg sprawdzi danych w ich komputerze. A dane te mog zawiera informacje o pooeniu Krypty 13.
- Teraz ju wszystko rozumiem. Ruszajmy.

  Z nastpnym rankiem dotarli do miejsca wskazanego przez wsprzdne zapisane na znalezionej kartce. Okolice otaczay sporej wysokoci gry, wzniesienia i urwiska. Wszdzie roio si od gazw i wikszych kamieni. Po za kilkoma odciskami butw na piasku, nie byo ani ladu Raidersw. Uwag Korna zwrcio jednak wejcie do jakiej jaskini, prowadzcej w gb gry. Jaskinia tym bardziej budzia ciekawo, e lady prowadziy do jej wntrza.
  Tribal, kucajc, przyglda si odciskom.
- Mylisz e to lady Raidersw? - zapyta.
- Moliwe. - odpowiedzia mu barman, ponownie rzucajc na nie okiem. - Ale w dzisiejszych czasach kady moe nosi takie buty.
- Tak ale to miejsce wskazane przez PipBoy'a.
- Moe te zapiski, to nie byy wcale wsprzdne. Moe to by jaki ich szyfr?
- Wtpi. Tym bardziej e w tym miejscu znalelimy t jaskinie.
- Ale... - Cassidy zamyli si w poszukiwaniu nowego argumentu w dyskusji, i udao mu si. - Mylisz e zostawiliby swoj kryjwk bez stray, bez obrony?
- Susznie. - zauway Korn. - Ale jeszcze nie wiemy co jest w rodku.
- Nie wiem czy chciabym wiedzie.
- Moe kryj si wewntrz i tam maj stra.
- W takim razie maj nad nami przewag. Znaj t jaskini i z pewnoci s przygotowani na wejcie nieproszonych goci.
- Cassidy! - zawoa tribal. - Dlaczego tak zaley ci eby tam nie wchodzi? Przecie mwiem ci e musz zrobi co dla Voult City. Dobrze wiesz jakie to dla mnie wane.
- Achhh - rozmowa wyranie zaczynaa mczy starego barmana. - Niechc mi si z tob kci. Mam to gdzie. Wazimy tam.
  Odpalona flara, bysna pomaraczowym wiatem, na ponurych, szarych cianach jaskini. W rodku byo przyjemnie chodno, ale powietrze wydawao si by stche. Ledwo tylko zagbili si w korytarz, gdy niespodziewanie znaleli si przy jego rozwidleniu.
- To gdzie idziemy? - zapyta Cassidy, spogldajc to w jedn, to w drug odnog korytarza.
- Nie wiem. Ale... moe chodmy tdy. - tribal w zamyleniu wskaza na lew odnog, gdzie korytarz by dugi i prosty.
  Zaledwie kilka krokw przeszli wzdu cigncego si tunelu, gdy co na ziemi, bysno odbitym, chwiejnym wiatem arzcej si flary.
- Stj! - zawoa barman.
- Co si stao?
- Widzisz to tam...na ziemi...tam dalej... - nieumiejtnie tumaczy Cassidy. - To metalowe?
- Nic nie widz. - rzek spokojnie tribal.
- No to patrz teraz. - Cassidy uchwyci w do niewielki kamie i cisn go w gromad metalowych przedmiotw lecych na dnie jaskinnego tunelu. Cichy skrzek poprzedzi wybuch wywoany uruchomieniem puapki. Sterta maych kamieni potoczya si pod nogi kompanw odrzuconych w ty przez pd pchnitego wybuchem powietrza. Korn podnis upuszczon w locie flar i otrzepa si z piachu. Cassidy spojrza si na niego z gupawym umiechem.
- Nieze co? - zapyta.
- A wic chyba oboje milimy racj. - stwierdzi tribal. - Tu musi by ich kryjwka, ale s dobrze przygotowani w tej jaskini. Musimy znale inn drog do ich siedziby.
- Moemy jeszcze sprbowa drugiej odnogi korytarza, cho pewnie te j jako zabezpieczyli.
- Po za wasnym yciem, niewiele mamy do stracenia. - zaartowa Korn.
  Cassidy odpali kolejn flar, dziki czemu w jaskini zrobio si jasniej. Obaj zawrcili do rozwidlenia i, patrzc pod nogi, skrcili w drug odnog korytarza. Ponownie rzucony kamie, nie da tym razem adnego rezultatu.
- Zdaje si e znalelimy waciw drog. - rzek spokojny Cassidy, zagbiajc si w odnog jaskini. - Idziemy.
- Nie wiem czy to dobry pomys. - powstrzymywa go kompan. - Nie widz sensu w zabezpieczaniu tylko jednego dojcia do kryjwki.
- Kady moe si my... - urwa niespodziewanie barman, tracc grunt pod nogami.
  Korn odruchowo uchwyci rami przyjaciela i odrzuci wasn flar by go nie poparzy. Rozlego si zowrogie syczenie, oznajmiajce e w pobliu znajduj si radskorpiony. Gdy tribal wycign Cassidiego z puapki, okazao si e barman o mao nie wpad do zapadni, na dnie ktrej czekay na niego ,,owady''.
- Jasna cholera! - zakl Cassidy. - Wida Raidersi pomyleli o wszystkim.
- Lepiej std spadajmy. - doradzi tribal. - Znajdziemy inn drog, ale nie tym razem. Jedmy do New Reno.
- Racja.

- Korn! Dorzu co do ognia, bo przygasa.
- Moe to i dobrze. Nie cigniemy na siebie adnych potworw.
- W dupie mam potwory! Jest zimno.
- Niech ci bdzie. - tribal dorzuci kilka znalezionych gazi do arzcego si ognia.
- Korn? - Cassidy zamyli si woajc przyjaciela.
- No?
- Opowiesz mi wasz rozmow?
- Jak rozmow? - zdziwi si tribal. - Z kim?
- Opowiedz mi jak rozmawiae z Lynette. T zdzir z Voult City, co to j zw Pierwszym Obywatelem.

  Korn delikatnie otworzy drzwi i wszed do pomieszczenia. Ubrana w kombinezon kobieta , odwrcia si do niego twarz ukazujc noszone na twarzy okulary w cieniutkich oprawkach. Bya murzynk. Oczy rozbysy jej a twarz zdradzia podekscytowanie, gdy zauwaya e Korn nosi podobny strj.
- Nosisz Kryptokombinezon! - zauwaya, prawie krzyczc. - Nigdy nawet nie wyobraaam sobie e spotkam mieszkaca innej krypty! Ta krypta... - spojrzaa na oznaczenia kombinezonu Korna. - trzynasta, gdzie si znajduje?
- Waciwie to sam chciabym wiedzie. Ten kombinezon nalea do mojego przodka ktry mieszka w tej krypcie. On jest zaoycielem wioski z ktrej pochodz.
- Wioski? - oczy kobiety zdradziy rozczarowanie - Ale nosisz kombinezon, ktry nosz tylko mieszkacy krypt. Co ma do tego wioska o ktrej wspomniae? Mw dokadnie, bo moja cierpliwo, zaczyna si dla ciebie kurczy.
  ,,Moja take, ty tpa wcznio!'' - pomyla tribal.
- Nie zrozumielimy si. - zauway. - Mj przodek, Mieszkaniec Krypty, jest zaoycielem wioski o ktrej wspomniaem. Teraz ja nosz jego strj.
- Ah - lekko uspokoia si kobieta. - Teraz zaczynam rozumie. Ale jaki masz dowd na to, e twj przodek by mieszkacem krypty?
- No c. - zastanowi si tribal. - Mam ten kombinezon i historie usyszane z ust Starszej mojej wioski.
- Prymitywne historie powojennych dzikusw?! Ja mam w to uwierzy?! Za kogo mnie masz?!
- Zaraz. Mam te to... - Korn wycign z kieszeni niebiesk, blaszan manierk z wybitym na ciance, tym numerem trzynacie.
- Niech bdzie. - powiedziaa zrezygnowanym tonem murzynka. - Spjrzmy na to.
  Przez chwil ogldaa manierk z rnych stron.
- To... - zacza, po chwili, wci ogldajc naczynie. - To jest autentyczne! Wic to prawda! Jeste ocalaym z innej krypty!! - entuzjazm zacz promieniowa z jej twarzy. - Witaj w naszym miecie! Nazywam si Lynette i jestem Pierwszym Obywatelem Voult City. Z pewnoci ciko byo ci y w zewntrznym wiecie.
- Gdyby tylko wiedziaa... Ah, kiedy indziej opowiem ci o wityni Prb. Mam wan spraw w jakiej przybyem do tego miasta.
- Chtnie si dowiem o jak spraw chodzi.
- Poszukuj wanego urzdzenia o nazwie Garden of Eden Creation Kit. Czy posiadacie co takiego?
- Masz na myli GECK? - zgada Lynette. - Niestety. Zuylimy nasz GECK do wybudowania Voult City. Nie wierz eby co z niego zostao, ale moesz zapyta si w Biurze Rzeczy Nabytych. Znajdziesz je na lewo od wejcia do naszej krypty.
- wietnie! - ucieszy si Korn. - Z pewnoci tam zajrz.

- No i co? - zapyta Cassidy, jakby wyrwany ze snu. - I tyle trwaa ta rozmowa?
- Nie. - odpowiedzia Korn. - Potem znw z ni rozmawiaem. Po prostu sprawdziem najpierw to biuro.
- I co?
- Jak to co?
- Pytam czy mieli GECK?
- Cassidy! Litoci! Przecie jakby go mieli, to nie uganialibymy si za Raidersami, tylko byli ju w drodze do mojej wioski. A swoj drog, spodobao by ci si tam. Zwaszcza...
- Kiedy indziej mi opowiesz o Arroyo. - przerwa mu barman. - Na razie mw o rozmowie z Lynette.

- I jak? - zapytaa Lynette, widzc Korna otwierajcego drzwi jej biura. - Znalaze co w Biurze Rzeczy Nabytych?
- Niestety nie. - odpowiedzia, zrezygnowany tribal. - Wyglda na to e bd musia dalej szuka Krypty 13.
- C. By moe jakie informacje o twojej krypcie znajduj si w komputerowych archiwach naszej krypty.
- Pierwszy Obywatelu! - Kornowi zabysy oczy, przepenione nadziej. - To dla mnie bardzo wane, by znale krypt mojego przodka. Jeli mgbym sprawdzi wasze archiwa, bybym bardzo wdziczny.
- Moemy sprawdzi dane w naszym komputerze. Prawdopodobnie zawieraj informacje ktrych poszukujesz. Ale tylko Obywatele mog wej do krypty i skorzysta z jej urzdze.
  Tribal znw zaspi si. W oczach zgasa nadzieja a twarz nabraa powagi.
- Dlaczego tak bardzo nie lubicie tu obcych? - zapyta niespodziewanie.
- Uwaaj! - Lynette spojrzaa na niego gronie. - Przekraczasz bezpieczn granic konwersacji.
- Dlaczego uwaacie obcych za gorszych? - Tribal nie mia zamiaru ustpi. - Dlatego e wikszo z nich uodpornia si na promieniowanie?
  Kobieta gromicym wzrokiem patrzya w oczy Korna, ktry mimo tego nie zamierza przesta.
- A moe dlatego e ich przodkw nie byo sta na wykupienie sobie miejsca w krypcie od skorumpowanych wadz? 
  Twarz Lynette przybraa obraz zdziwienia, jakby chciaa powiedzie ,,Skd o tym wiesz?''.
- Czy moe dlatego e na plecach, zamiast waszych naszytych, ciutkich numerw, nosz strzelby i karabiny, w obawie przed wiatem jaki stworzyli nasi wsplni przodkowie?
- Sam sobie odpowiedz. - rzeka kobieta, odwracajc od niego wzrok. Nie moga znie jego oczu.

- Naprawd jej tak powiedziae? - zapyta rozbawiony Cassidy.
- Naprawd. - odpowiedzia mu kompan.
- I co potem?
- Nic. Wyszedem stamtd.
- A wic raczej nie staniesz si Obywatelem Voult City? - zapyta zawiedziony barman.
- Rozmawiaem z Radnym McLurem. Powiedzia e nie tylko Lynette moe ustanawia nowych Obywateli. Moe to zrobi kady Radny.
- Znaczy, dogadae si z tym, jak mu tam, McLurem?
- Na razie nie. Pomylaem e dopadn Raidersw i wtedy dam o tym zna Lynette i McLurowi.
- Rozumiem. Ale patrole Voult City od dawna szukay obozu Raidersw i nigdy go nie napotkay. Dlaczego nam miao by si to uda?
- Wydaje mi si e Bishopowie krc co na boku w Voult City. Ale eby to sprawdzi musimy uda si do Johna Bishopa w New Reno i dostarczy mu t walizk.

  Coraz wicej przejezdnych pozostaoci drg, oznajmiay e ich samochd zblia si do New Reno. Zrujnowane zabudowania take gstniay a gdzieniegdzie wrd nich z pewnoci czaiy si okoliczne gangi, mieciarze i inne plugastwo ktrego peno byo zarwno w Reno jak i w jego okolicy. Korn ucieszy si gdy pod wieczr zauway na horyzoncie migajce wiata na czarnym tle zrujnowanego miasta. Cassidy wytumaczy mu, e wiata te to migocce reklamy mieszczcych si tam kasyn. Gdy samochd zbliy si do jednego z nich, Cassidy zauway niewielki parking, lub co co nim dawniej byo. Mimo to nie zatrzyma si na nim. Zna miejscowe zwyczaje przywaszczania sobie cudzego mienia.
- Dlaczego nie zatrzymasz si na tym placu? - zapyta go tribal.
- Bo chciabym ebymy jeszcze mieli ten samochd przez pewien czas. - wytumaczy mu Cassidy.
- Rozumiem. - Korn spojrza na mijany, wielki napis zawieszony na uku nad ulic: ,,Reno - Najwiksze Mae Miasto Na wiecie''. Napis ten by pozostaoci po dawnych czasach. Przed wojn, na terenach dzi pokrytych gruzami, rozcigao si miasto: Reno. Dopiero wiele lat po wojnie, gangsterskie rodziny rzdzce w miecie doday do nazwy przedrostek New i w ten sposb powstao New Reno.
  Samochd min klub bokserski i zatrzyma si przed kolejnym kasynem - ,,Shark Club'' - opisanym jasno wieccymi lampkami. Cassidy przyhamowa i zaparkowa Highwaymana za budynkiem. Gromada miejscowych dziwek zleciaa si w poblie auta wykrzykujc swoje oferty, ale gdy zauwayy e nikt si nimi nie interesuje, odeszy.
  Korn zajrza do baganika, i wycign z niego spor, wykonan ze skry, brzow walizk.
- Chcesz ebym z tob poszed? - zapyta go barman.
- Nie. - odpowiedzia mu kompan. - poczekaj tu z zaadowan broni i bd gotowy do szybkiej ucieczki. Jakbym dugo nie wraca, to wcz silnik.
- Powodzenia.
- Mam nie odparte wraenie e bdzie mi potrzebne by si czego dowiedzie... i przey.
  Wejcie do kasyna ,,Shark Club'' znajdowao si na rogu budynku, tu pod wietlistym napisem ktry od pocztku zainteresowa Korna. Tribal przeadowa bro. Jego plemieczy instynkt mwi mu e nie uda mu si niczego dokona nie uywajc broni w tym miejscu. Wszed do kasyna.

- Walizka od Moore'a! - powtrzy John Bishop.
  Stojcy obok niego stranik, spoja na drugiego, stojcego przy schodach. Obaj kiwnli sobie przytakujco gowami. Korn zauway e ysina Bishopa wietnie odbija wiato.
- Dawaj t walizk! - rzuci rozkazujco Bishop.
- Wszystko w swoim czasie panie Bishop. - rzek tribal stawiajc walizk na pododze, tu obok swojej nogi. - Najpierw porozmawiajmy o zapacie.
- Zapacie?! - w oczach Johna pojawi si gniew gdy przechyli gow w kierunku Korna, starajc si pokaza w ten sposb jak bardzo tribal go rozgniewa.
- Thomas Moore, powiedzia e o zapat za dostarczenie walizki mam zapyta pana, panie Bishop. Robota wykonana, wic chc zobaczy pienidze.
- Dam ja ci zapat! - burkn szef rodziny, sigajc do pistoletu ukrytego pod zielon marynark. Stranicy take chwycili za bro. Wybucha rozruba.
  Silny kopniak wytrci elazo z rki Bishopa. Pad strza. Z trzaskiem stoczya si po schodach strzelba. Zadwicza zamek pistoletu SMB. John spojrza na swoich obezwadnionych stry. Stojcy przy schodach stranik, rozoy bezradnie rce, spogldajc na lec w dole schodw, wasn strzelb. Twarz drugiego, tona w strudze potu, poniewa jego czoo przysonia lufa trzymanej w rce Korna, biaej laserowej broni. ,,Zbyt silne argumenty'' - pomyla Bishop spogldajc na wycelowany w swoj pier SMB.
- Sta! - krzykn, cho nie byo w tym ani krzty sensu. Spojrza na Korna. - Umiesz si targowa Dzikusie. Zdaje si e przedyskutujemy zapat, ale nie w takich warunkach.
  Tribal opuci bro. Spocony stranik odetchn z ulg a drugi przyglda si.
- W porzdku. - uspokoi si Bishop.
- Piset. - spokojnie i cicho zada Korn.
- Chyba zwariowae tribalu!! Nie mog da ci piciuset za tak bahostk!! Dam ci dwiecie!!
  Korn demonstracyjnie zakrci pistoletem na palcu.
- Trzysta!! I to moje ostatnie sowo do cholery!!
- To do mnie naley ostatnie sowo, panie Bishop.
- Czterysta!!! - wrzasn mafioso. - I ani chipsa wicej! Zrozumiae tribalu?!
  Plemieniec spojrza na swoj bro.
- Dobra dam ci Piset!!! - znw zdenerwowa si szef rodziny. - Tylko daj mi t cholern walizk.
- Najpierw zapata.
- Masz. - Bishop wydoby z kieszeni gar monet i da je Kornowi, ktry w tym samym momencie podsun mu pod nogi walizk.
- Wic jestemy kwita. - rzek tribal wycigajc z SMB magazynek, na znak e bro nie bdzie potrzebna do dalszej ,,konwersacji''.
- Niezy onierzyk z ciebie dzikusie. Jak bdziesz potrzebowa roboty, to daj mi zna.
- By moe. Co to za robota?
- No prosz! - umiechn si Bishop. - Od razu przechodzi do rzeczy. Coraz bardziej mi si podobasz tribalu. Jestem jednak ciekawy czy nadajesz si do pracy u mnie?
- Niech mnie pan sprawdzi.
- Nie mam czasu na takie bzdury. Powiem ci od razu, i tak nie mam nic do stracenia. Udasz si do NCR i zabijesz Rogera Westina. Kapujesz?
- aden problem. Bdzie jedynie kolejnym zmarnowanym nabojem.
- Nie kretynie!! Masz go zamordowa tak, by nie wygldao to na morderstwo. Musi wyglda, e umar albo e zdarzy mu si wypadek.
- Jak do cholery mam to zrobi?! - zapyta Korn.
- Nic mnie to nie obchodzi. Naje si do roboty, to j wykonaj. Powsz troch po NCR moe dowiesz si czego co ci naprowadzi. Moe jest na co chory albo niech przypadkiem wejdzie na adunek wybuchowy. Znajd sobie rozwizanie sam. Ufff. Musz si napi po tych twoich negocjacjach.
  Bishop podszed do stolika i chwyci stojc na nim szklank z jakim brzowawym pynem. Wypi do dna.
- Na co jeszcze czekasz do cholery?! - zapyta gronie. - Jazda do roboty!!
  Tribal skierowa si w kierunku schodw.
- Aha!! - krzykn na poegnanie Bishop. - Trzymaj si z dala od mojej ony, tribalu!!

  Korn nie zamierza wzi sobie do serca ostatnich sw Bishopa. Wydawao mu si, e skoro nie dowiedzia si od niego praktycznie niczego, to moe uda mu si wycign co od jego ony.
  Schodzc po schodach, na pierwsze pitro, przeszed dugim korytarzem do drzwi pooonych przy drugich schodach - prowadzcych na parter. Otworzy drzwi i wszed do rodka. Stojca w pokoju, szczupa i zgrabna kobieta odwrcia si w jego stron. adne, czarne wosy zalniy przy wietle wieccej lampki.
- Tak sucham? - zapytaa cichym, penym spokoju gosem, uwodzicielsko patrzc na Korna. Podoba jej si. Przystojny i dobrze zbudowany a na dodatek dzikus.
- Przepraszam. Pomyliem pokoje. - skama Korn.
- Nie szkodzi tribalu. - Umiechna si. - Wejd. Nie krpuj si.
- Pani Bishop, jak sdz? - zapyta.
- Tak. A kim ty jeste?
- Na imi mi Korn.
- Mio mi. Jestem Leslie. Co sprowadza ci do New Reno?
- Staram si o prac u pani ma.
- Hmmm. Wic chcesz wstpi do rodziny najemnikw i zodziei?
- Najemnikw? - zapyta tribal.
- Ach. Niewane. Powiedz mi lepiej skd do nas przybywasz?
- Przyjechaem tu z Arroyo. Maej wioski, na zachd od Klamath. Staram si uratowa mj lud.
- Uratowa? Przed czym?
- Szukam Garden Of Eden Creation Kit. To taki zestaw...
- Do usuwania skutkw promieniowania i naprawy ekosystemu. - dokoczya z umiechem pani Bishop. - Tak si skada e wiem do czego suy GECK. Zastanawia mnie jednak skd tribal moe w ogle wiedzie o przedwojennym sprzcie.
- Czowiek ktry zaoy nasz wiosk, pochodzi z krypty numer trzynacie. Szukam jej pooenia.
- Powiniene wic raczej szuka w Voult City. Komputery tamtejszej krypty z pewnoci by ci pomogy.
- Ju tam byem ale nie pozwolono mi skorzysta z komputera krypty. Nie jestem obywatelem miasta.
- Po co wic przyjechae do New Reno? - zdziwia si pani Bishop. - Chyba nie powiesz mi e praca dla mojego ma, zblia ci do znalezienia tego czego szukasz?
- Kada powierzone mi zadanie, jakie wykonuje, w pewnym sensie przyblia mnie do celu. Mniej lub bardziej, ale jednak.
- Rozumiem. Masz moe ochot na drinka? - niespodziewanie zapytaa Leslie, zbliajc si do tribala i puszczajc mu oczko. Korn odpowiedzia umiechem.
- Jeli tylko drink bdzie dopiero pocztkiem.
  Pani Bishop umiechna si jeszcze bardziej, pogadzia pomarszczone prgi na swojej, krtkiej, czarnej, lateksowej sukience.
- To si okae.

  Niespodziewanie pojawili si z powrotem na drugim pitrze. Znaleli si w pokoju w ktrym Korn wczeniej ,,targowa si'' o zapat za dostarczenie walizki. Cichym krokiem przeszli przez pomieszczenie, by nie obudzi picego na fotelu Johna Bishopa. Jego ona daa zna stranikom by ani sowa nie pisnli jej mowi.
  Gdy przeszli przez pokj i wyszli drugim wyjciem, oczom Korna ukaza si spory, betonowy zbiornik wody. Korn, ktry sysza wiele opowieci o dawnych czasach, wiedzia e jest to basen, dziwio go jednak e znajduje si na drugim pitrze budynku.
  Pani Bishop, prowadzc go za rk, wesza do swojego pokoju i zamkna drzwi. Podesza do szafki i wydobya z niej butelk jakiego trunku. Nalaa do dwch szklanek i podaa jedn Kornowi.
- Twoje zdrowie, przybyszu. - Powiedziaa z umiechem, po czym, jednym haustem wypia zawarto szklanki.
  Korn przechyli szklank do ust, ale natychmiast skrzywi si, czujc jak trunek pali mu gardo. Spojrza na swoj towarzyszk. Pani Bishop odoya szklank, z powrotem na pk, a nastpnie rozpia zamek swojej sukienki. Delikatnym, penym wdziku ruchem zsuna z siebie strj a z pod niego ukazay si due, jdrne piersi. Leslie podesza do niego i zarzucia mu rce na szyi. Korn pooy wasne na jej nagich biodrach a po chwili na poladkach. Pani Bishop podniecajco zamruczaa.
- We mnie Korn. - wyszeptaa caujc tribala w szyj.

- Jeste w tym dobry Korn. - umiechna si pani Bishop, przytulajc si do tribala. - Ale ten numer z jzykiem...
- Na wszelki wypadek - przerwa jej Korn. - Gdyby kto nas podsuchiwa i sysza wszystko co mwimy, lepiej bdzie nie wspomina gono o szczegach i pozostawi je sobie w tajemnicy.
- Masz racj. - Potwierdzia pani Bishop jeszcze bardziej wtulajc si w ramiona Korna i poprawiajc kodr w ktrej leeli. - Nasza konwersacja na temat detali odbytej przed chwil kopulacji, moe przynie nieciekawe skutki jeli usysz je nieodpowiednie uszy.
  Korn zastanowi si przez chwil, jakby prbujc zrozumie co Leslie do niego powiedziaa.
- Nie jeste std, prawda? - zapyta Korn, wybiegajc od tematu. Pani Bishop zamylia si.
- Tak. - odpowiedziaa, po chwili a umiech znikn z jej twarzy. - Masz racj, ale jak to poznae?
- Twj akcent i sposb wyraania si. S inne ni mieszkacw New Reno. Pochodzisz zapewne z Voult City. Mam racj?
- Masz. - potwierdzia z alem.
- Jak tu trafia?
  Leslie westchna.
- Byam obywatelk Voult City gdy akurat John robi w miecie jakie interesy z Lynette. Wydawa mi si wzorem dobroci i opiekuczoci a jednoczenie zaintrygowaa mnie jego szorstko. Podoba mi si wic par razy si spotkalimy a w kocu da mi sprbowa Jet. Oczywicie w Voult City narkotyki i alkohol s nielegalne wic gdy kto si dowiedzia, natychmiast donis o tym Pierwszemu Obywatelowi. Cofnito mi obywatelstwo i wydalono z miasta. Jedyn osob do ktrej mogam si zwrci by John i on take o tym wiedzia. Zaplanowa to. Tak znalazam si w rodzinie Bishopw.
- Czy traktuje ci dobrze?
- John prawie w ogle mnie nie traktuje. Nie liczc tych momentw gdy z hukiem wpada do mojej sypialni i ujeda mnie jak dzik brahmin.
- Nie prbowaa opuci New Reno? Uciec?
- Po co? - zapytaa. - Dzi uciekn a jutro jego ludzie cign mnie z powrotem.
- Moe ci jako pomc?
- Co masz na myli kochanie? - zapytaa z czuoci.
- Mog... Zaj si twoim mem.
- Nie radz ci wysya go na cmentarz Golghota, bo poleciaby tam zaraz za nim. Ma tylu ludzi e rozszarpaliby ci na kawaki zanim wycignby bro.
- A co gdyby nie wiedzieli e to ja? Gdybym zastawi na niego jak puapk? Co o tym mylisz Leslie?
- Puapk? - pani Bishop zamylia si na chwil a po chwili podja temat. - Przypomniae mi wanie co. Jego sejf jest zabezpieczony adunkiem wybuchowym, gdy kto wprowadzi niewaciwy szyfr, to adunek jest detonowany. Waciwy szyfr to 44 - 53 - 72. Zapamitaj.
- A wic, gdybym zmieni szyfr, to John sam posaby si na cmentarz Golghota. Na dodatek kady mylaby e to bya jego wina, e przypadkiem poda nieprawidowy szyfr i puapka si uzbroia.
- Och. Na razie, po prostu bd przy mnie.
  Nastaa duga cisza, lekko tylko zachwiewana przez ciche pomruki Leslie, tulcej si do Korna.
- Opowiedz mi o Johnie i rodzinie Bishopw. - Przerwa cisz Korn.
- Czy naprawd musimy o tym mwi?!!
- To dla mnie bardzo wane. Przysigam e pomog ci wydosta si z jarzma Johna Bishopa, tylko potrzebuj w zamian twojej pomocy.
- No dobrze. Nie wiele jest w tych kwestiach do mwienia. Mj m to wcibski lis jeli chodzi o dyplomacj i kryminalne zagrywki. Od do dawna jest zajty snuciem swoich knowa w zwizku ze sporem midzy Voult City a NCR. Ktrego dnia wrci z, jak to okreli ,,Podry Dyplomatycznej'' z Voult City i by dziwnie zadowolony. Wspomina co o jakich ludziach ktrych wynaj ale dokumenty w tej sprawie schowa w swoim sejfie. Waciwie caa rodzina Bishopw to prawie sami najemnicy, gangsterzy i kilka dziwek, z moj crk na czele.
- A co ma do jego tajnych ukadw Thomas Moore?
- Ach. To jest dopiero ziko. Jest szpiegiem NCR, przekazuje mojemu mowi potajemnie korespondencj z Voult City zawierajc uamki technologii medycznej miasta. Jest chyba jedynym obywatelem NCR ktrego znosi mj m.
- Ale zachowuje si jak jaki ksidz, albo misjonarz. W zasadzie wiele z tego co mwi ma sens.
- By moe. Co nie zmienia faktu e jest szpiegiem. Jego kryptonim to ,,Tomcat''.
  Znw nastaa cisza. Korn stara si poukada w gowie zebrane informacje. Brakowao mu jednak kilku szczegw ktre mwiyby o co waciwie toczy si spr pomidzy Voult City a NCR. Postanowi jednak wypyta o to Cassidiego. Ju zastanawia si co powiedzie Leslie by spokojnie mc wyj z ka, gdy nagle dostrzeg e pani Bishop zwyciy sen.
  Tribal wsta z ka i szybko si ubra. Wyszed z powrotem do hollu, na ktrym znajdowa si basen. Wzdu niego przebieg po cichu do ostatniego pomieszczenia. Drzwi nie byy zamknite, wic nie byo potrzeby grzebania przy zamku.
  Wewntrz palia si lampa naftowa, stojca na cakiem sporym biurku obok ktrego znajdowao si ko a nad nim sejf. Podszed do niego i przyjrza si. Nie zna si na takich urzdzeniach ale wybranie szyfru nie wydawao mu si niczym szczeglnie trudnym.
  Krcc pokrtem wybra po kolei dwie czwrki, pitk, trjk a nastpnie sidemk i dwjk. Usysza strzyknicie wewntrz sejfu i po chwili drzwiczki stay otworem. Zajrza do rodka sejfu i wycign z niego map i holodysk podpisany ,,Holodysk Bishopa''. Przyjrza si dokadnie mapie i od razu pozna wskazywane przez ni miejsce. Byy to jaskinie ktre odwiedzi wraz z Cassidym. Na odwrocie mapy zapisane byy dodatkowe instrukcje. Korn nie chcia ich teraz czyta. Schowa map oraz holodysk i zaj si sejfem.
  Po kilkunastu minutach szyfr sejfu by ju zmieniony. Tribal ostatni raz zajrza do rodka w poszukiwaniu ewentualnych innych dokumentw ale nie znalaz nic poza pienidzmi i broni. W chwili gdy wycign z sejfu granat rczny, usysza czyje kroki. Natychmiast schowa specyfik do kieszeni i podszed do drzwi w chwili gdy te otwary si i stan w nich jeden ze stranikw Johna Bishopa, ten sam ktrego czoo strasznie si niedawno pocio.
- Co ty tu... - nie dokoczy. Kopniak w klatk piersiow wypompowa z niego cae powietrze i posa do tyu. Wytrcony z rwnowagi ochroniarz, zdy krzykn i wpad do basenu. Drzwi od pomieszczenia zamkny si.
  Natychmiast rozlego si zbliajce si tupanie kilku osb.
- Co tam si dzieje do cholery?!! - wrzasn biegnc, John Bishop. Zabrzmia dwik przeadowywanej strzelby.
  Nie zastanawiajc si, Korn podbieg do sejfu i zatrzasn drzwiczki. Zabrzcza szyfrowy zamek co oznaczao e sejf znw jest zamknity. Zawleczka granatu znalaza si w zbach Korna.
- To ten dzikus!!! - wrzeszcza skpany w basenie stranik. - Dobiera si do pana sejfu szefie!!!
  Drugi stranik kopniakiem wyway drzwi i wpad do rodka. Rozleg si wybuch a wraz z nim dwik tuczonego szka okien. Biegncy hollem John Bishop zatrzyma si i pad na ziemi. Rozszarpany na strzpy stranik wylecia z pomieszczenia a kawaki drzwi tu za nim. Wcieky Bishop wsta i prujc nabojami przed siebie wlecia do swego pokoju i ze zdziwieniem stwierdzi e nikogo w nim nie ma.
- Cholera!! - zakl. - Ten pieprzony dzikus jest ju trupem.
  Przemoczony ochroniarz, wygramoli si z basenu i podszed do Bishopa zostawiajc za sob mokry lad.
- Niech pan lepiej sprawdzi sejf szefie. - powiedzia. - Ten tribal na pewno co zwin.
- Ale jak omin puapk?! Ahhh...Pieprzy to!! Jeli wzi z sejfu to co myl, to koniec zabawy z Voult City.
  Ostatnie chwile Johna Bishopa nie trway ju dugo. Kilka krokw. Osiem obrotw pokrtem od szyfru. Wybuch. I koniec panowania Bishopw w New Reno.

  Tymczasem Korn siedzia ju w samochodzie i masowa, bolce go po skoku z drugiego pitra, nogi. Cassidy rozpdzi Highwaymana i wkrtce byli ju daleko od kasyna Shark Club.
- Dokd teraz? - zapyta barman.
- Jed w kierunku tych jaski w ktrych ostatnio bylimy.
- Czyby si czego dowiedzia?
- Nie mao. W sejfie Bishopa znalazem map i holodysk. Na odwrocie mapy s instrukcje jak dotrze do bezpiecznego wejcia do kryjwki Raidersw.
- Wic mam si przygotowa do imprezy w jaskini? Cholera. ycie w twoim towarzystwie z pewnoci nie mona nazwa nudnym.
- Cassidy? - zapyta po chwili namysu tribal. - O co waciwie toczy si spr pomidzy Voult City a NCR?
- Raczej trudno to nazwa sporem. NCR chce przyczy Voult City do republiki, by zdoby przedwojenne technologie medyczne jakie posiada miasto. Oczywicie Lynette nie wyraa na to zgody, twierdzc e to ich technologia i nie oddadz jej nikomu.
- Teraz ju rozumiem co jest grane.
- Znaczy si?
- NCR pragnie posiada Voult City. Lynette nie zgodzia si na to, wic z pomoc republice przyszed John Bishop robicy z Voult City interesy. Bishop obieca pomoc republice w zamian za przydzielenie New Reno do NCR. Wynaj wic najemnikw, czyli naszych kochanych Raidersw by napadali na Voult City, co stao si dla miasta, straszliwym utrapieniem. Wtedy Republika Nowej Kalifornii, zoya Lynette propozycje by przyczya Voult City do republiki a NCR zatroszczy si o Raidersw. Oczywicie Pierwszy Obywatel nie miaa pojcia e Raidersi to najemnicy Bishopa a w gruncie rzeczy, najemnicy NCR.
- To znaczy e wszystko zostao zaplanowane? Cholera. Bishop niele sobie poczyna. Ale co z tego skoro gryzie gleb?
- Musimy si dobrze przygotowa. Czeka nas cikie zadanie.

  Instrukcje zapisane na odwrocie mapy zawieray informacje jak znale inne wejcie do jaski Raidersw. W opisanym przez nie miejscu, Korn i Cassidy znaleli otwr w ziemi i prowadzc w d drabin. Starannie si przygotowali na spotkanie z band najemnikw Bishopa.
  Tribal ze strzelb wycelowan w otwr, od duszego czasu czeka na Cassidiego, ktry wszed do rodka by rozpozna ilu jest przeciwnikw.
- Naliczyem dwunastu. - wynurzy si po chwili barman. - Ale syszaem te jakie rozmowy z innej czci jaskini, ktrej nie mogem dostrzec. Co jaki czas, dwch wartownikw przechodzi w pobliu drabiny. Reszta siedzi przy rnych stolikach. Graj w karty i pij, ale bro maj w pogotowiu. Prawie kady z nich ma na sobie tak zbroj jak moja.
- Duo ich. - zauway Korn. - Moemy mie kopoty.
- Owszem. Na dodatek s dobrze uzbrojeni. To najemnicy.
- auje e nie wzilimy ze sob Vica. Przydaaby si dodatkowa sia ognia.
- Nie jestem pewny czy damy im rad. - lekko zachmurzy si Cassidy. - Masz jaki plan?
- Przyda nam si ciszy sprzt. - umiechn si tribal.

  Drobne kamienie i piasek cicho chrupay pod zakurzonymi butami dwch stranikw, patrolujcych rozleg jaskini. Idcy wraz z nimi zapach palonego tytoniu stawa si coraz bardziej intensywny a ich bzdurna paplanina o broni i kobietach robia si goniejsza gdy zbliali si do drabiny. Usyszawszy za sob stukot kamienia byskawicznie obrcili si chwytajc za bro.
  Korn i Cassidy niczym zjawy bezszelestnie wynurzyli si nagle za ich plecami a ostrza trzymanych w rkach noy bysny w wietle padajcym od drabinowego wejcia. Dwa szybkie cicia w pobliu krtani wystarczyy by obaj stranicy, toncy w tryskajcej, czerwonej posoce nie wydali z siebie najmniejszego dwiku.
  Przez kilka sekund tribal wraz z barmanem nasuchiwali w milczeniu, wygldao jednak na to, e reszta Raidersw nie zauwaya jeszcze braku swoich stranikw. Zaskoczenie wci byo po stronie kompanw.
  Cassidy poda Kornowi lec przy cianie jaskini, podun, zielon rur.
- Jeste pewny e umiesz si tym posugiwa? - zapyta szeptem.
- Spokojnie! Eldrige mwi mi jak si z tego korzysta. - Umiechn si Korn, majc na myli sprzedawc z New Reno - Wycelowa, nacisn a rakieta poleci sama.
- Poleci... - wyszepta barman chwytajc w rce sporej wielkoci przedmiot przypominajcy zawansowan strzelb z podwieszon butl. - a my razem z ni... prosto do nieba. Pierwszy raz sysz eby tribal strzela z wyrzutni rakiet.
- A ty umiesz posugiwa si tym co trzymasz w rce? - zapyta tribal. - Pierwszy raz sysz eby barman korzysta z miotacza ognia.
- No... Przecie... - zajkn si Cassidy - Eldrige mwi e wystarczy tylko nacisn spust i znale si z dala od koca tej rury.
- Dobra ju, dobra. Czekaj na sygna.
  Korn z wyrzutni rakiet na barku wyszed zza zakrtu korytarza i przykryty ciemnoci podczoga si do jaskinnego stalagnatu. Przyklkn na jedno kolano, majc w zasigu wzroku spory, owietlony pochodniami st. Kilku Raidesw siedziao przy nim, grajc w karty i popijajc brzowawy trunek. Tribal wycelowa rur w ich kierunku.
  Przez chwil widoczny bysk, rozwietli jaskini i zwrci uwag. Rakieta z hukiem wyleciaa z wyrzutni i jak grom trachna w cian jaskini kilkanacie metrw za plecami Korna. Setki odamkw skalnych i mnstwo piasku rozsypao si dookoa. Jaskinia w mgnieniu oka wypenia si kurzem.
  Przewrcony pdem powietrza Korn, zrozumia e strzeli nie t stron co trzeba. Stojcy przed nim Raiders, ktry nagle wyoni si z pod tumanw kurzu natychmiast oberwa rzucon w niego wyrzutni rakiet. Bro wyleciaa mu z rki, a uderzony pici w podbrdek run na ziemi.
  Tribal dynamicznie wydoby zza plecw Combat Shotguna i korzystajc z zamtu i kurzu wycofa si w stron Cassidiego czekajcego z miotaczem w tunelu.
- Do diaba! - krzykn czyj gos gdzie w jaskini. - Kto nas odkry!!
- Zabi matkojebc!!! - zaskrzecza inny.
  Rozlegy si stukoty wielu butw i odgosy przeadowywanej broni. Korn wbieg w zakrt korytarza i schowa si w tunelu gdy z unoszcego si w jaskini oboku, wyoni si brunet z Magnumem w rku. Widzc Cassidiego natychmiast otworzy ogie, ale przewidujcy barman prawie automatycznie pad na ziemi by zasoni si za ustawionym zwaem kamieni. Niestety za pno. Ciki miotacz przeszkodzi mu w szybkim wykonaniu uniku i wystrzelony w niego pocisk przebi skrzan kompozytow zbroj i uton pod obojczykiem. Barman zajcza z blu. ,,Czy ja zawsze musz obrywa w barki?'' - pomyla.
  Pad strza gdzie w cianie jaskinnej. Twarz najemnika rozprysa krwi a on sam odlecia do tyu. W zakurzonej jaskini natychmiast zagrzmiay strzay a grad kul zasypa tunel.
- Teraz Cassidy!!! - wrzasn Korn, na prno starajc si przekrzycze huki wystrzaw. - Teraz!!! Odpalaj!!!
  Barman wydawa si zamroczony. Koysa gow i lea oparty o miotacz. Kule wistay nad jego gow i odbijay si o kamienie za ktrymi by schowany. Gdy z opadajcych powoli tumanw kurzu wyonili si biegncy Raidersi, ostatkiem si opar miotacz o skay i nacisn spust.
  Ogromny strumie ognia wypyn z rury stalowego miotacza, i spowi tunel un jasnego wiata. Rozlegy si przeraliwe krzyki i woanie o pomoc. Barman trzyma palec na spucie a tunel coraz bardziej wypenia si pomieniem. Gdy wreszcie zwolni cyngiel, pomienie ustay ale w tunelu wci byo jasno.
  Korn wychyli si z wnki w tunelu w ktrej do tej pory by skryty i ujrza szaleczo biegajcego poncego czowieka a kawaek dalej ,,taczyo'' kolejnych kilku. Sycha byo krzyki i bagania o mier. Par spopielonych cia leao na ziemi. Po chwili biegajce ywe pochodnie ucichy a wraz z nimi ucichy pomienie. Jaskinia i tunel do niej prowadzcy wypeniy si stopniowo ulatniajcym si dymem.
- Cassidy yjesz?! - zapyta tribal kompana.
- yje. - odpowiedzia majaczcym gosem barman. - Jako...Aghh
- Trzymaj si. Mam kilka stimw.
  Korn podbieg do barmana i wbi w jego ciao strzykawk. Po chwili, jeszcze przed chwil silne krwawienie, zaczo powoli ustawa.
- Obawiam si e stimpaki to za mao. - powiedzia zaniepokojony tribal. - Musz zabra ci do jakiego uzdrowiciela.
- Daj spokj Korn. - odpowiedzia mu Cassidy. - To nie wiek dwudziesty... wtedy... szpitale byy w caej... okolicy. Jak... stimy nie pomog... to koniec.
- W Voult City maj dobrych medykw. Zabior ci tam. Po tym czego tu dokonalimy, oboje bdziemy mie obywatelstwo.
  Korn pomg barmanowi uoy si na ziemi i delikatnie cign z niego kompozytow zbroj. Wyszed po drabinie na powierzchni i po chwili wrci z apteczk w rku. Obandaowa ran przyjaciela.
- Ale teraz lepiej tu pole. - powiedzia zostawiajc kompanowi dwa stimpacki. - Postaraj si troch podkurowa, eby atwiej byo ci wej po drabinie. Musz rozejrze si po ich jaskini. Moe znajd co nowego.
  Wsta i chwyci za bro, po czym ruszy tunelem w kierunku jaskini. Gdy znalaz si wewntrz zauway mnstwo usek i kilka kolejnych spopielonych cia.
  Jaskinia rzeczywicie bya ogromna a w rnych jej zakamarkach znajdoway si szafki i skrzynki. Po stronie przeciwlegej do tunelu zauway kolejny korytarz, tym razem ogrodzony potem. Domyli si e musiaa to by droga do drugiego wejcia, ktre razem z Cassidym prbowali wczeniej przeby, gdy pierwszy raz trafili do jaski.
  Po stronie w ktr prbowa trafi rakiet, zauway kolejny tunel, a na jego kocu jakie pomieszczenie. Ruszy w jego kierunku.
  Usyszawszy czyje kroki obrci si i otrzyma kopniaka w rk a jego bro z trzaskiem wypada z doni. Zdezorientowany tribal nie zdoa unikn ciosu w twarz i cofn si od uderzenia. Stojcy przed nim napastnik uderzy go jeszcze raz, ale Korn zblokowa i odkopn przeciwnika do tyu. Zielona, polimerowa zbroja jak nosi napastnik bya cika co dodao mu inercji.
  N zabyszcza w wietle pochodni i run do garda tribala. Korn uchwyci rk i z trudem przeuci na plecy cikiego napastnika. Cika zielona zbroja wydaa z siebie metaliczny odgos uderzajc o ziemi. Korn automatycznie wycign z kabury SMB i odda strza. Kula odbia si od zbroi i zawiszczaa lecc w inn stron. Zaskoczony tribal znw dozna kopniaka w do i SMB znalaz si na ziemi.
  Wtedy lecy napastnik z caej siy uderzy Korna w piszczel a po chwili w kolano. Tribal jkn z blu i mimowolnie zgi uderzon nog. Przeciwnik z trudem wsta i kopn go w twarz. Tribal straci rwnowag i pad na plecy. Zauway jak czowiek w polimerowej zbroi chwyta w rce lecy na ziemi n. Natychmiast stara si podnie ale cika stalowa zbroja ktra miaa go chroni, staa si teraz utrapieniem.
  Od strony tunelu, nagle zadwicza huk wystrzau. Napastnik cofn si, zaczerwieni, upuci n i chwyci za tryskajce krwi gardo.
  Korn ze zdziwieniem spojrza w kierunku tunelu i zobaczy chwiejcego si Cassidiego z pistoletem w rku.
- Stimpacki to jednak stimpacki. - umiechn si opuszczajc bro.

- No c. - powiedzia Korn. - Oficjalnie jestemy ju obywatelami Voult City.
- Nadal nie mog w to uwierzy. - rzek lecy w ku Cassidy. - Tym bardziej dziwne wydaje mi si to e jestem tutaj, w Krypcie, w wewntrznej czci Voult City.
- To poziom medyczny. Nie bye na innych? Ja tak.
- I czego si dowiedziae w zwizku z tym GECK?
- Niewiele, ale cakiem sporo na temat pokrewny. Pogrzebaem w archiwach komputera na trzecim poziomie krypty. Daleko na poudniu znajduje si inna krypta, krypta pitnasta. Ley w pobliu NCR, a tak si akurat szczliwie skada e po zaniesieniu wszystkich wiadomoci o Raidersach i Bishopach do Pierwszego Obywatela, otrzymaem nowe zadanie. Musz uda si do NCR.
- Chtnie udabym si z tob.
- Wiem. Le i odpoczywaj. Doktor Troy otrzyma polecenie dbania o ciebie do pki nie wyzdrowiejesz. Aha... Jakby mnie pyta to Lynette przysya ci podzikowanie za, jak si wyrazia ,,Bohatersk walk w obronie Voult City''. Jestemy tu teraz wanymi osobistociami.
- Doprawdy?! - zapyta ironicznie Cassidy.
- C. Pora na mnie. Czeka mnie daleka droga. I jeszcze jedno, ten pajac Thomas Moore, ktry da mi t walizk dla Bishopa siedzi teraz w areszcie i czeka na niesprawiedliwy sd.
- Obywatelu Cassidy - rzek doktor Troy stojcy za Kornem. - Czas na zabiegi.
- O nie! - zajcza Cassidy. - Znowu ta lewatywa! 